Jesse Livermore - spekulant początku XX wieku


Jesse Livermore nie bardzo pasuje do tematyki tego portalu, ponieważ zajmował się spekulacją, zwłaszcza "Krótką sprzedażą, czyli był graczem (spekulantem) giełdowym, a nie inwestorem długoterminowym. Jednak pewne nowatorstwo oraz celne spostrzeżenia nie mogą przejść bez wzmianki.

Livermore urodził się w 1877 roku. Mając 14 lat uciekł z domu i zaczął pracować jako "chłopiec do wszystkiego" w biurze maklerskim. Dorabiał w zakładach bookmacherskich i to tak skutecznie, że mając 15 lat zarobił 1000 $, co na dzisiejszą wartość dolara daje ponad 20 000 $. Potem zaczął inwestować na giełdzie specjalizując się w podążaniu za trendem i krótkiej sprzedaży. Na krachach zarobił właśnie najwięcej: w 1907 roku - 3 mln $, a w 1929 roku - 100 mln $.

Cztertokrotnie bankrutował i podnosił się z upadku. Inwestował tylko swoje pieniądze. Nie zarządzał żadnym funduszem. Popełnił samobójstwo w 1940 roku, prawdopodobnie z powodu depresji. Godne podziwu wyniki samouka giełdowego, bez wykształcenia finansowego i bez wsparcia instytucji finansowych stawiają go w gronie tuzów giełdy. Jego urozmaicone i w pewnym sensie tragiczne życie może być potwierdzeniem faktu, iż pieniądze szczęścia nie dają.

Jesse Livermore
Poniżej zamieszczony jest zbiór cytatów Jesse Livermore'a z książki "Wspomnienia gracza giełdowego". Cytaty są dobrane do długoterminowego profilu portalu, ale amatorzy spekulacji znajdą w tej książce więcej "perełek".


Cytaty Jesse Livermore z książki "Wspomnienia gracza giełdowego"


Mówi się, że człowiek nigdy nie biednieje, zbierając zyski z rynku. To prawda. Ale prawdą jest także i to, że nigdy nie zostanie się bogatym, zbierając czteropunktowe zyski w czasie gwałtownej hossy. Tam, gdzie mogłem spokojnie zarobić 20 000 dolarów - zarobiłem 2000.

Wcale nie chodzi o to, aby kupić akcje najtaniej, jak to tylko możliwe, ani sprzedać na samym szczycie - ale o to, aby kupić bądź sprzedać w odpowiednim czasie.

Pamiętaj, rynek jest stworzony, by robić w konia większość ludzi przez większość czasu.

Niewielu osiąga sukces na giełdzie, ponieważ brak im cierpliwości. Czują silną potrzebę szybkiego wzbogacenia się.

Nie bierz pod uwagę zewnętrznych prognoz, nie ważne skąd by nie pochodziły. Nie łap szczytów i dołków, to zajęcie dla głupców. Ogranicz liczbę posiadanych akcji do liczby, którą będziesz w stanie w pełni kontrolować. Ciężko śledzić wiele akcji naraz.

Nigdy nie traciłem panowania nad sobą i nie wpadałem w zły humor z powodu giełdy. Nigdy nie spierałem się z wynikami sesji. Obrażanie się na rynek do niczego dobrego nie prowadzi.

Potrzeba nieustannej aktywności, niezależnie od warunków otoczenia rynku, jest czynnikiem odpowiedzialnym za wiele strat na giełdzie, nawet wśród profesjonalistów, którzy zdają sobie sprawę, że codziennie muszą zarobić trochę pieniędzy, gdyż czynsz niestety opłacać należy regularnie, a nie tylko w czasie hossy.

Głupcy z grubsza dzielą się na dwie podstawowe kategorie: istnieją zwykli głupcy, którzy zawsze i wszystko zepsują, ale jest też specjalny gatunek z Wall Street - tym wydaje się, że muszą handlować cały czas i bez chwili oddechu.

Myślę, że ludzie chcą żeby ich prowadzić, instruować i mówić co mają robić. Szukają zapewnień. Zawsze chcą podążać za tłumem, masą, ponieważ pragną poczucia bezpieczeństwa. Boją się samodzielności i posiadania opinii sprzecznej z opinią większości, chcą być częścią czegoś większego, a nie stać jak samotne cielę na środku niebezpiecznej prerii opanowanej przez wilki.

Nic tak człowieka nie motywuje do nauki, jak bycie bankrutem.

Wierzę, że ilość pieniędzy stracona podczas spekulacji jest niewspółmiernie mała z ilością pieniędzy straconych w długoterminowych inwestycjach. Moim zdaniem, długoterminowi inwestorzy są szalonymi ryzykantami. Robią oni bowiem zakład, siedzą z tym zakładem przez lata i wraz ze zmianą koniunktury zwykle tracą wszystko. Inteligentny gracz giełdowy szybko akceptuje straty.

(A ja uważam, że w ostatnim cytacie nie ma racji - Administrator portalu).