Przekleństwo instrumentów pochodnych

Zamysłem wprowadzenia instrumentów pochodnych było ograniczenie ryzyka. Kontrakty terminowe na akcje miały zabezpieczać przed stratą na spadkach kursów akcji, kontrakty na waluty miały zabezpieczać przed ryzykiem kursowym dla eksporterów lub importerów. Zapotrzebowanie na takie instrumenty rosło - powstały opcje, swapy, warranty.

Jednocześnie część graczy giełdowych zainteresowana dużymi zyskami zaczęła stosować te instrumenty do spekulacji, czyli zarabiania na tych instrumentach, a nie stosując ich do zabezpieczenia pozycji na instrumentach bazowych. Zaczęto wystawiać instrumenty pochodne na surowce, energię, a ostatnio nawet na pogodę.

Powstały fundusze hedgingowe operujące na rynkach terminowych, posługujące się kredytem. Obecnie szacuje się , że rynek instrumentów pochodnych stanowi olbrzymią część całego rynku finansowego. Banki udzielają dużych kredytów zarówno funduszom hedge jak i graczom giełdowym. Powstaje nadmiar wirtualnego pieniądza, który odgrywa dużą rolę w rzeczywistym świecie akcji i surowców.

Niektórzy twierdzą, ze ogon zaczyna kręcić psem. Transakcje arbitrażystów lub spekulantów kontraktami zaczynają ustawiać ceny akcji. Transakcje na kontraktach surowcowych wyznaczają niebotyczne ceny surowców, mało mające wspólnego z rzeczywistym popytem i podażą.

Do Wielkiego Kryzysu w 1929r. w dużym stopniu przyczyniły się banki udzielające dużych kredytów na zakupy akcji, a potem wymagające spłat tych kredytów, gdy ceny poszły w dól. Obecny (2007-2008) kryzys na rynkach finansowych również w dużej mierze jest spowodowany rozdawanymi na prawo i lewo kredytami hipotecznymi, ale również kredytami udzielanymi funduszom hedge.

Zawiłość i ilość różnych instrumentów pochodnych sprawiła, ze nawet banki mają problemy z prawidłową wyceną ryzyka udzielanych kredytów (pogoń za zyskiem sprawiła, że nawet stosunkowo proste kredyty hipoteczne nie były udzielane racjonalnie).

Powstaje może naiwne pytanie. Czy na rynku giełdowym nie wystarczyłoby kupno, sprzedaż i tzw. "krótka sprzedaż" (sprzedaż pożyczonych walorów), bez tych wszystkich wyrafinowanych instrumentów, na których 95% drobnych graczy tylko traci pieniądze płacąc krociowe prowizje instytucjom finansowym?



Dlaczego analiza techniczna zawodzi ?

Analiza techniczna, czyli ocena akcji lub innych instrumentów finansowych na podstawie wykresów ich notowań ma wielu zwolenników. Twierdzą oni, że cena dyskontuje wszystkie informacje o danym walorze i dlatego analizę można sprowadzić do oceny wykresu notowań spółki i wskaźników bądź oscylatorów związanych z cenami (oraz ewentualnie wolumenem).

W ostatnich kilku latach gracze stosujący analizę techniczną coraz częściej twierdzą, że ilość fałszywych sygnałów kupna i sprzedaży znacząco wzrosła i klasyczne wskaźniki są coraz mniej wiarygodne. Zaczyna się poszukiwanie nowych, bardziej skutecznych narzędzi wspomagających inwestowanie. Przyczyny tego stanu rzeczy można upatrywać w następujących zmianach na rynkach finansowych:

Globalizacja – przepływy finansowe nie znają granic. Jeśli jakiś fundusz stwierdzi, że czas przenieść środki z Bułgarii do Zimbabwe, czy z USA do Dubaju, robi to elektronicznie w ciągu kilku godzin, a zainteresowane rynki notują nagłe miliardowe przypływy lub odpływy kapitału.

Zdarzenia nadzwyczajne – niespodziewane, gospodarcze lub polityczne, czasem pogodowe zawirowania mają wpływ na notowania akcji i surowców, a trudno przypuszczać aby wszystkie były uwzględnione w cenach (atak terrorystyczny, upadek banku lub innej dużej firmy, powódź, cyklon, upadek rządu, duża katastrofa).

Automatyczne systemy transakcyjne – komputerowo generowane sygnały kupna i sprzedaży na wszystkich rynkach świata używane przez duże fundusze inwestujące globalnie. Najbardziej znane to Renaissance Institutional Equities Fund oraz Medallion Fund kierowane przez Jima Simonsa. Na sukces takiego funduszu pracuje kilkudziesięciu doktorów i profesorów nauk matematycznych, informatycznych, fizycznych modelujących komputerowo zachowanie różnych rynków oraz analizujących statystyczny wpływ zdarzeń na kursy instrumentów finansowych. Co ciekawe, fundusze Simonsa raczej nie zatrudniają ekonomistów.

Można sobie wyobrazić, że taki zastęp specjalistów nie tylko analizuje, ale także kreuje powstawanie fałszywych sygnałów analizy technicznej, posiadając wsparcie finansowe miliardów dolarów. Jak podają źródła, zarządzający 35 mld dolarów, Medallion Fund od 1989 roku miał średnią roczną stopę zwrotu około 35 % po potrąceniu opłat i prowizji.

Chcąc konkurować z takimi gigantami musimy mieć skuteczny system inwestycyjny i jasno przemyślaną strategię. Naszym jedynym atutem są niewielkie kapitały, które łatwiej można zainwestować i wycofać nie powodując znacznych ruchów cen.



Systemy transakcyjne

Każdy chce zarobić na swoich inwestycjach. Jednak mało osób ma skuteczny system inwestycyjny. Populację inwestorów giełdowych można podzielić na trzy grupy:
  • Stosujących analizę fundamentalną
  • Używających analizy technicznej
  • Inwestujących na podstawie wiadomości


Szacunkowe badania dowodzą, że 10% inwestorów stosuje analizę fundamentalną, 20% analizę techniczną, a pozostałe 70% inwestuje na podstawie wiadomości prasowych lub wskazań przyjaciół i znajomych. Może ta statystyka odpowiada na pytanie: dlaczego dużej części inwestorów nie udaje się osiągnąć zadawalających rezultatów?

Strategia inwestycyjna, którą stosujemy powinna być dopasowana do naszych możliwości i predyspozycji. Powinna być zgodna z naszym charakterem, aby nie sprawiała problemów z jej stosowaniem. Na ogół adaptacja cudzej strategii do naszych celów nie przyniesie dobrych wyników ponieważ często nie mamy odpowiedniej wiedzy, wystarczającej ilości wolnego czasu lub środków technicznych albo wręcz nie „czujemy” niuansów strategii.

Nie ma Świętego Graala, czyli jednego uniwersalnego, najlepszego dla wszystkich systemu inwestycyjnego. Można zarabiać stosując analizę techniczną, analizę fundamentalną, lub podążając za wiadomościami, czy też stosując kombinację tych metod. Należy tylko zdawać sobie sprawę z ograniczeń i korzyści wybranej metody.

Nie wierzę, aby ktoś mający dobry, sprawdzony system inwestycyjny, podzielił się z nami odpłatnie lub bezpłatnie jego konstrukcją. Jeżeli ktoś ma taki system, to zarabia na nim pieniądze i nie musi go sprzedawać, a jego szerokie stosowanie przyniosłoby mu wręcz straty, zaburzając sygnały rynkowe. Jim Simons bardzo enigmatycznie odpowiada na pytania dotyczące zasad inwestycyjnych jego funduszy:

Co może Pan powiedzieć o strategii funduszu Medallion?
„Niedużo”
Jakimi instrumentami handlujecie?
„Wszystkimi”
Ile różnych strategii używa system?
„Wiele”


Analizę fundamentalną stosują najczęściej fundusze inwestycyjne oraz inwestorzy długoterminowi, potrafiący czytać bilanse spółek, mający ścisły umysł i dużo cierpliwości.

Analizą techniczną posługują najczęściej krótkoterminowi gracze giełdowi na różnych rynkach (najczęściej terminowych) posiadający dużo czasu na częste analizy, potrafiący dostrzec podobieństwo pojawiających się na wykresach formacji, mający pamięć wzrokową. Często używają różnych programów komputerowych do generowania sygnałów wejścia/wyjścia z inwestycji.

Podążanie za wiadomościami odpowiada niedoświadczonym, początkującym inwestorom, często nie znającym zasady „ Kupuj pogłoski – sprzedawaj fakty”. Bywa, że ulegają wpływom różnych guru z for internetowych namawiających do kupna określonych walorów.

Nie sztuka zarabiać w czasie hossy – sztuką jest nie tracić w czasie bessy !



Wady Forexu

Platformy forex kuszą niskimi prowizjami, niskim depozytem, całodobowymi transakcjami, dużymi lewarami i wielkimi zyskami. Dużo młodych, ambitnych wilków rzuca się na głęboką międzynarodową wodę bez chwili refleksji. Jest ryzyko jest zabawa !

Ja napiszę, dlaczego forex nie jest moją ulubioną grą:

  • Sądzę, że nie mam cienia szans w starciu z dużymi, dysponującymi zapleczem analitycznym instytucjami.
  • Pokusa ciągłego 24 godzinnego zawierania transakcji daje duże straty na prowizjach, które są pewne, w przeciwieństwie do niepewnych zysków.
  • Systemy transakcyjne dużych instytucji są na pewno bardziej dopracowane niż ja mógłbym to zrobić.
  • Nie mam tak wiele kapitału, aby dopuścić do kilkunastu stratnych transakcji pod rząd i jeszcze mieć pieniądze do dalszej gry.
  • Nie jestem doktorem nauk matematycznych z biegłą znajomością oprogramowania.
  • Duży lewar jest bronią obosieczną. Straty są też lewarowane.
  • Inwestując w akcje spółki na GPW w pewien sposób wspieram jej działalność i dobrobyt w Polsce. Inwestując w kontrakty na waluty wspieram prowizjami często zagranicznego brokera.
  • Statystyki (niechętnie udostępniane) stwierdzają, że tylko kilka procent uczestników zarabia, więc będąc optymistą nie liczę na to, że znajdę się w tej doborowej stawce.
  • Forex jest dużo szybszym rynkiem niż GPW.
  • Zachowanie walut w krótkim okresie jest często irracjonalne, a na długoterminowe inwestowanie na foreksie mnie nie stać.
  • Nie zamierzam życia spędzić przed monitorem, rywalizując szybkością klikania z automatycznymi systemami dużych funduszy hedgingowych.


Jestem zwolennikiem inwestowania w akcje na GPW. Kontrakty, opcje, waluty są dobre do zabezpieczania pozycji lub do straty kapitału w spekulacjach. Proszę czytelników o dopisywanie innych powodów słabości foreksu. Jeżeli są zalety (oprócz wizji szybkiego, dużego zysku) dla drobnych indywidualnych graczy, to wpisy też mile widziane !



Nieporadni doradcy

Namnożyło się nowych zawodów w dziedzinie finansów: doradca bankowy, doradca finansowy, doradca podatkowy, doradca funduszowy, doradca inwestycyjny, doradca…. A większość z nich powinna nazywać się sprzedawca-akwizytor, ponieważ nie tylko, że nie potrafią radzić, ale jeszcze nachalnie wciskają produkty, które muszą sprzedawać.

  1. Premia doradców zależy od wartości sprzedanych produktów.
  2. Dodatkowe bonusy dla sprzedawców funduszy (np. wycieczki zagraniczne) są finansowane pośrednio z wpłaconych do funduszu pieniędzy.
  3. Nie potrafią nawet policzyć procentu składanego (autentyk – w jednym z banków doradca VIP-ów nie ma pojęcia o procentach).
  4. Doradcy są rozliczani za sprzedaż produktów będących w zadaniach premiowych, a nie z zysku klienta.
  5. Liczy się wynik finansowy instytucji, a nie satysfakcja klienta ( aby domknąć plan sprzedaży wciśnięto fundusz akcyjny 79-letniej kobiecie w czerwcu 2007).
  6. Wynagrodzenie „doradców” w żaden sposób nie zależy od zysku klienta.
  7. Dobry sprzedawca wie, że klient do niego nie wróci z pretensjami, bo posiadając doskonałe referencje w pozyskiwaniu klientów, znajdzie szybko pracę w następnej instytucji.
  8. Doradcy są intensywnie szkoleni z technik sprzedaży, sztuki perswazji, technik telemarketingu, sposobu gestykulacji, ale nie z analizy fundamentalnej czy technicznej.
  9. Często mają nikłe doświadczenie i mały staż pracy i nie potrafią sobie wyobrazić istnienia bessy i cykli koniunkturalnych.
  10. Bywa, że ich wykształcenie to szkoła średnia plus cotygodniowe szkolenia z technik sprzedaży.


W latach 90-tych w Parkiecie przeczytałem pewien felieton. Główną tezą tego artykułu było marzenie, aby pracownicy biur maklerskich dzwonili do klientów i informowali o nowych emisjach, o nowych produktach, o sygnałach sprzedaży i kupna akcji. Po kilku latach to marzenie urealniło się stokrotnie. Dzisiaj żaden klient nie może być pewnym dnia ani godziny. Jeśli zostawił gdzieś telefon, to będą do niego dzwonić kilka razy dziennie i wciskać dwudziestą czwartą kartę kredytową, trzynasty fundusz i ósmą lokatę strukturyzowaną.

Wyjątkiem jest większość licencjonowanych maklerów (niecałe 2000 w całym kraju) i doradców inwestycyjnych (kilkuset w Polsce), którzy zdali naprawdę ciężkie egzaminy i mają sporą wiedzę teoretyczną. Jednak nawet oni często nie mają długoletniego doświadczenia rynkowego. Poza tym w biurach maklerskich i bankach często pracują w back office (na zapleczu), a jak mają do czynienia z klientami, to kierownictwo wywiera również na nich presję na sprzedaż, a nie na wyniki inwestycyjne.

Rzadkością w naszym kraju są fundusze inwestycyjne i asset management (zarządzanie aktywami klientów) wynagradzane za osiągnięte rezultaty. Najczęściej wynagrodzenie zależy od aktywów, czyli od wartości pozyskanych kapitałów od dawców.

Co zrobić, aby wyzwolić się od wpływu pseudo doradców ? Same instytucje finansowe nie zmienią swego podejścia ponieważ zależy im wyłącznie na zysku. Musimy czytać, zdobywać wiedzę z niezależnych źródeł.

Dbajmy sami o nasze pieniądze!


Informacje zawarte na tej stronie internetowej nie są w żadnej mierze rekomendacją, nie zachęcają do kupna lub sprzedaży jakichkolwiek papierów wartościowych. Podane są jedynie w celach edukacyjnych. Każdy inwestor zawierając transakcje na giełdzie powinien liczyć się z ryzykiem inwestycji.